Tak na prawdę

Najlepiej uzależnić się od miłości

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!
Cześć, mam depresję
Tak, nie jest słodko i cukierkowo, nie jest idealnie i przecudownie. Jedyne, co mam idealnego to przyjaciela. Natomiast moje traktowanie go, juz idealne nie jest.
Bo mam se depresje.
Od dziecka.
Fajnie...

Chcialbym być dobra dla ludzi.
A nie wiem czym jest otwartość. Nikt nie nauczył mnie. Po prostu nie jest to dla mnie naturalne. Nie umiem.
Czasami chce wyjsc z domu w srodku nocy
Brakuje mi stałego zajęcia, którego bezskutecznie szukam.
Mogłoby być choć trochę ambitniejsze od roznoszenia ulotek.
Coś w czm moglabym sie sprawdzić, lub nie sprawdzić.

Całe życie odnosze sukcesy na które nie zasluguje. Jestem piękna i inteligentna, i pewnie mam parę cudownych talentów, końskie zdrowie itp.
Tak, super.
Płacę za to stanem psychicznym.
Słono płacę.

Tagi: ok
08.07.2015 o godz. 21:29
Nadal czasem nie dowierzam, jak to już blisko, moja samodzielność. Czasem nie czuję się, jakbym miała się za niecałe cztery miesiące wyprowadzić. Ale w dużej mierze zaczynam już w to wierzyć. Mentalnie już się zaczynam pakować, w Poznaniu już się czuję jak w domu. Trochę dziwnie nie mieć własnego łóżka i gniazdka elektrycznego w swoim domu, ale nadal Poznań jest dla mnie bardziej domem niż miejsce, w którym sypiam. To dobre uczucie. Jeszcze cztery miesiące!

Poza poczuciem bycia w domu, nauczyłam się innej rzeczy. Nie jestem już dzieckiem. Wiele rzeczy w mojej bliskiej przyszłości przestanie dziać się bez mojego udziału (pranie, mycie okien, obiad etc :d) i już zaczynam być tego świadoma. I nie tylko tego. Chodzi o świadomość, tego, co jest ważne, tego co trzeba zrobić w ciągu danego dnia zamiast np oglądać yt cały dzień. Tego, że mam powody by być szczęśliwa, ze swoim życiem, ale też ze sobą. Tego, że zasługuję na dobre myśli, również te, które kieruję do siebie.

Jak wspomniałam we wczesniejszej notce i jeszcze poprzedniej, mam najlepszego przyjaciela na świecie i on jest moim małym (względnie małym xd) szczęściem! Wiem że jest wiele chwil w których trudno udźwignąć mój ciężar. Czasem pakuję kamienie do plecaka i wskakuje mu w ramiona licząc że zdoła do całe gówno unieść, drugą ręką ledwo utrzyuając własne życie w równowadze. Czasem dużo mi było potrzeba, za dużo. Potrzebowałam od Niego dobra, które tylko ja sama mogę sobie dawać. Teraz to rozumiem, a po tym wszystkim mój przyjaciel jest nadal ze mną, nadal tak samo kocha i nadal tak samo się wspieramy! Mój przyjaciel jest aniołem, nigdy nie znałam tak cudownego człowieka jak on :D

JESTEM LISKIEM I KOCHAM CAŁYM FUTRZANYM SERDUSZKIEM :D


Tagi: :F
25.02.2015 o godz. 12:53
Właśnie postanowiłam napisać i zdałam sobie sprawę, że w 2013 nie kontynuowałam swojej 'tradycji' pisania 'podsumowań roku'. 2013 byl dla mnie dziwnym, przepełnionym sprzecznościami i niepewnością czasem. Był też czasem, jak myślę, zmian na lepsze. Jednak to 2014 przyniósł mi prawdziwą świadomość w tym wszystkim. To pierwszy rok w moim życiu, kiedy ciężko mi powiedzieć jaka była kiedy pogoda, albo czy zima była surowa a jesień złota. To pierwszy rok który rozmywa mi się w pamięci a ja się tego nie boję. Nie boję się :D

Cały ten rok, każdego dnia miałam u swojego boku najważniejszego człowieka w moim życiu. Były chwile złe, były te cudowne, nasza znajomość rozwijała się, a inna, toksyczna, się zakończyła. Znalazłam swoje miejsce w tym wszystkim i postawiłam już żagle, by płynąć do celu ^^
Cudownie mieć przyjaciela, który chce mnie, tylko mnie, w formie pierwotnej, bez naciągania prawdy, bez masek, mnie... Cudownie jest mieć przyjaciela który jest małym superbohaterem bez peleryny :D (bo w pelerynie wyglądałbyś jak idiota xd)

Przede mną najważniejszy jak do tej pory rok mojego życia. W najbliższym czasie zdaje prawo jazdy, póżniej matura, przeprowadzka, samodzielność, praca, studia... Dobrych kilka ogromnych moich życiowych marzeń się spełni. Jeszcze prawie niedowierzam, jak blisko już to wszystko. Będę mieszkać w Poznaniu, naprawdę będę!:D Bliżej przyjaciela a dalej tego zasranego miasteczka którym już rzygam, będę tworzyć swoją przyszłość dalej... Cokolwiek będzie mam to co najważniejsze :D ^^

I nadal jestem ruda :D

Tagi: :D
28.12.2014 o godz. 19:07
Początek tego wpisu mógłby wyglądać identycznie jak wygląda początek poprzedniego. Znów piszę po dłuższej przerwie, nie wiedząc do końca o czym chcę napisać ani jak oddać to co czuję słowami. A "tak naprawdę", piszę to chyba tylko dla jednej osoby, bo nie sądzę, żeby ktoś losowy miał ochotę to przeczytać.
Nie chcę przestawać być dzieckiem i dedykować przyjaciołom wpisy na blogach których nikt nie czyta ^^ JEEEEE :D

Cóż, od ponad roku już nie ćpam i jest cudownie. Nie ukrywam były momenty kiedy miałam myśli, że ćpając funkcjonowałam lepiej. Bo faktycznie, rzadziej chorowałam, lepiej sie uczyłam, "na najwyższej fali" nie ma czasu na to by było inaczej. Ale tak jak jest teraz jest lepiej. Bywało ciężko, ale rzeczą, która zmieniła to wszystko najbardziej jest miłość. Szczerze polecam. To nie zawsze musi być związek, miłość można znaleźć w wielu innych rzeczach. I prawdę mówiąc miłość w przyjaźni może być nawet lepszym niż związek lekiem na te bardziej skomplikowane formy depresji. Chyba :D

Całe życie pamiętałam zbyt wiele szczegółów z mojego życia, ale powoli zauważam, jak się rozmywają, zastępowane szczęściem. Całe życie miałam w sobie zbyt wiele żalu, głównie do siebie, zbyt wiele obrzydzenia, głównie do każdego człowieka jakiego mogłam spotkać. Tego wszystkiego już nie ma. Nie ma we mnie warunku miłość=cierpienie. Mam 18 lat. Ktoś marzył o mnie jeszcze zanim się urodziłam. A ja te marzenia przerosłam.

Nawet nie próbowałam marzyć o czymś takim, co spotkało mnie w ciągu ostatniego roku.
Po prostu nie sądziłam że coś takiego istnieje.
Kiedyś nie wyobrażałam sobie otwartości wobec kogokolwiek.
Kiedyś nie wyobrażałam sobie zaufania opartego na pewności.
Kiedyś nazywałam byle co miłością i szczęściem, teraz miłość jest wszystkim, ale mało co jest miłością.

Ty jesteś.
:D

ODZIOBODZIO.



Edit: nadal jestem ruda
Tagi: dziękuję
30.08.2014 o godz. 13:28
Zaczynając pisać nie czuję się na siłach by tak naprawdę słowami oddać to co czuję i chciałabym przekazać. Nie wiem nawet komu chcę to przekazać. Sądzę, że jest tylko jedna osoba, która przeczyta ten tekst od deski do deski i to właśnie tej osobie w dużej mierze zamierzam poświęcić pierwszy wpis w 2014r. Czy ostatni? Wątpię. Blog istnieje już prawie cztery lata. Wow. Tyle się od tego czasu zmieniło. Tyle się zmieniło od ostatniego wpisu... Osiem miesięcy, znów tu wracam po dłuższej przerwie. Może tak jednorazowo, żeby historia, którą ten blog opowiada nie została taka otwarta. A może będę dalej tu pisać. Może. I tak nie zdobędę jakiejś tam rzeszy czytelników. Gdyby ten blog stał się popularny, usunęłabym go. Nie chcę być popularna. Nie chcę być znana ze swojego życia prywatnego. ...chyba piszę od rzeczy :D

W ostatnim wpisie pisałam, ze przefarbowałam włosy na blond. Jakiś miesiąc później miałam już ciemny brąz, a teraz jestem ruda. I przy tym zamierzam pozostać. W ostatnim wpisie pisałam, że każdego miesiąca, tygodnia odnajduję kolejną część prawdy. I tak zostało. Przez ostatnie miesiące moja dusza przeszła ogromne zmiany.

"We wrześniu prawdopodobnie spotykam się z moim nowym przyjacielem" zmieniło moje życie. W końcówce września staliśmy razem nad Wartą, w porannej mgle, a później nic już nie było takie samo. Mój Przyjaciel ma bliznę jak Harry Potter i jest najlepszym, co mnie w życiu spotkało. Mam Przyjaciela, który walczył o moją duszę, gdy ona sama nie czuła zupełnie nic. I zamierzam równie zacięcie walczyć o Niego. Mam Przyjaciela, który widzi w moich oczach więcej, niż sama potrafię wyczytać z własnych myśli. I ja Jego oczu się uczę, jak gwiazd. Mam Przyjaciela, który pokazał mi, że nie niebo jest najwierniejsze. I podziękuję mu za to, bardziej wierna niż niebo. Dzięki Niemu moje serce nadal bije. I zawsze będzie mógł na nie liczyć. Dzięki Niemu mój świat nadal się kręci. I gdyby ten Jego przystanął, popchnę by ruszył ponownie. Dzięki Niemu przebyłam niesamowicie długą drogę i jestem w zupełnie innym miejscu swojego życia, siebie, swojego serca. Choć walka czasem bolała jak cholera. Choć setki razy myślałam, że nigdy nie pozbędę się z siebie całego tego gówna. Nigdy się nie poddał. A teraz jestem tutaj, piszę to, choć nadal rzadko kiedy mam dzień w którym nie potknęłabym się o coś boleśnie w swoim umyśle, choć nadal niektóre rzeczy bolą i wielu rzeczy zapominam, choć nadal nawet mała rzecz może doprowadzić mnie do płaczu, jestem tutaj, jestem i czuję się nieskończenie bardziej szczęśliwa. Ja i mój Przyjaciel doprowadzimy do końca wszystkie walki. Do końca w szczęściu.

Wiem, że będę szczęśliwym człowiekiem. A właściwie już jestem. Świat nie opiera się na świadomości. Świat opiera się na emocjach. Świadomość nie ma energii. Emocje? Emocjami można walczyć przeciwko samemu diabłu przez 1024 lata i nie dostać nawet zadyszki. Tyle wiem. Taki jest mój sens życia.

Wtulas Bracie :D

<3
www.youtube.com/watch?v=UmM9hd05pMI
30.04.2014 o godz. 21:53
Mam wrażenie że tak bardzo różnią się od siebie wpisy na tym blogu, jakby każdy z nich pisała inna osoba. W pewnym sensie to jest nawet prawda. Zbieram odłamki siebie z posadzki. Z każdym miesiącem, może nawet tygodniem, odkrywam kolejną część prawdy, o której zapomniałam. Miotam się sama w sobie. Zaczęłam wierzyć, że naprawdę na wszystko przyjdzie czas, że nie muszę samej siebie poganiać i wpadać w panikę, bo zdążę ze wszystkim z czym jest mi dane zdążyć. Nauczyłam się być z siebie dumna chociażby z powodu pokonania lęku.

Przefarbowałam się na blond. Wyszedł mi z tego blady rudy i przez tydzień nie mogłam na siebie patrzeć, ale już zaczyna mi się podobać. Końcówki mam w beznadziejnym stanie i całość sucha, doprowadzam to do porządku powoli... Zamierzam obciąć jakieś 10-15cm.
Poza tym wracam do suplementacji wszystkiego, wracam do sylimarolu i jeszcze dorzucam siemię lniane, bo zbliża się jesień, którą ja lubię, ale moje wrzody na żołądku bynajmniej. No i co? Za tydzień zakupy, we wrześniu prawdopodobnie spotykam się z moim nowym przyjacielem. Jak zwykle, cylkicznie, początek roku szkolnego to postanowienia, później jest nowy rok, wielkanoc, początek wakacji i tak w kółko... Ciągle te postanowienia.
Tagi: trololo
18.08.2013 o godz. 13:42
...
Wypływam na powierzchnię i wtedy znów mnie zalewa, ta czerń, to cierpienie, znowu, znowu, tak bardzo chciałabym normalnie żyć, tak bardzo. Kolejny raz planowałam zacząć znów biegać, zacząć leczyć anemię, niedobory, wrzody żołądka, leczyć bezsens. Chciałam zacząć od dzisiaj, od poniedziałku. Szkoda, że nie nadawałam się za specjalnie do niczego poza naćpaniem się. Po godzinie płaczu uspokoiłam się prochami i zawisłam gdzieś pomiędzy snem a jawą, kołysząc się i drżąc z zimna i myśląc tylko, tylko żeby nie przestać oddychać przypadkiem. Blaa.

Zastanawiam się jak bardzo krzywdzę ludzi którym na mnie zależy, zastanawiam się ile jeszcze zniesie mój słaby organizm, zastanawiam się kiedy w końcu, kiedy się zabiję, zastanawiam się, czy może, Boże, może jednak najpierw z tego wyjdę...
Tagi: masakra
12.08.2013 o godz. 12:20

Pamiętam jak to było rok temu. Byłam tak zachwycona, że ktoś o tak bogatym wnętrzu zobaczył we mnie kogoś wartościowego.
I zaczęłam nim żyć, robić mu miejsce w swej duszy, miejsce, którego nie miał zapełnić. Czy o tym wiedziałam? Chyba wiedziałam. W każdym razie miałam nadzieję, że jednak to miejsce zostanie zapełnione... I właściwie to nie żałuję.
K rozbudził we mnie jakąś świadomość. Bolesną świadomość okrucieństwa świata i ogólnej bezcelowości, ale też świadomość morderczego piękna. W jakiś tam sposób ten gość mnie rozwinął, chociaż trwało to wszystko odrobinę za długo.

Co poza wspaniałym psychopatą...

Zaadoptowałam psa ze schroniska. Wprowadziłam w swoje życie zwyczaj cholernego spacerowania. Cholernej obserwacji. Zaczęłam więcej pisać. Zaczęłam traktować poważnie fakt, że piszę. Dość sporo czytałam... Pobiłam chyba swój rekord w ilości zespołów muzycznych/wykonawców których pokochałam w jednostce czasu. Polubiłam siebie. Zaczęłam nałogowo malować paznokcie. Spędziłam wiele, wiele komicznie outsiderskich wieczorów sam na sam z filmem i niezdrowym żarciem. A mimo to schudłam 10kg.

Zaczęłam więcej palić. Parę razy nieomal pierdolnęłam z rozpaczy. Wpadłam w depresję. Raz się nawet pocięłam. Miałam dużo złych snów. Przestałam normalnie wstawać z łóżka. Na końcu przestałam czytać i uzależniłam się od internetu. Nadal lubiąc siebie i swojego psa.

I jak wygląda bilans?
Wszystko mi w sumie jedno, ale przynajmniej nie było pusto.

Strasznie mi się chce tiramisu.
Tagi: tiramisu
23.04.2013 o godz. 21:38

Kurwa mać
Tagi: kurwa mac
09.03.2013 o godz. 21:53

.

Dziś idąc do domu i obserwując własny cień dostrzegłam obok niego drugi. Jego właścicielka szybko mnie minęła. Szła w stronę mostu. Zapaliła papierosa, ani na chwilę nie zmieniła tempa marszu. W tej sytuacji jedno mnie zdziwiło - fakt, że kiedy widziałam tylko jej cień, a nie ją samą, byłam do głębi przekonana, że ma ciemne włosy. A gdy już mnie wyprzedziła, cholernie się zszokowałam, że to blondynka.
Może można by to podciągnąć pod deja vu.

Tagi: bla
08.03.2013 o godz. 22:03
Mam wrażenie, że słońca nie było całą wieczność. A dziś wyszło. Tak po prostu. Promienie słońca prześlizgnęły się po mieście i po mojej twarzy, po wodzie w rzece i zalążkach zieleni. Marzec już za chwilę. Jestem banalna, ale wiosną wpadam w taką jakąś romantyczną melancholię. Miła odmiana po zimowej depresji. Szczególnie, gdy się ma w zwyczaju niszczyć wszystko, co w życiu ma się dobrego.
Wiosny sobie nie odbiorę.

Powoli, małymi kroczkami próbuję się wydostać z tego ogromnego marazmu. Powoli, małymi kroczkami to robię. Rok temu wymyśliłam sobie, że otwieram w samej sobie jakieś drzwi. Jak się okazuje, pchałam w złą stronę.

Znów mam kontakt z K. Powtarzam sobie, że się nie zaangażuję. Ale teraz tęsknię chyba bardziej niż przez cały czas gdy nie mieliśmy kontaktu. Dłonie mi zamarzają. Chyba przegrałam kolejny dzień.
28.02.2013 o godz. 19:30
Papierosy, żeby nie wybuchnąć.
Kawa, na ból głowy.
Czekolada na lepszy nastrój.
Zielone tabsy na wątrobę.
Żelazo, bo anemia.
Magnez, bo kawa.
Witamina C, bo żelazo.
Witamina B, bo magnez.
Witamina E, bo skoro już C to czemu nie.
I na to wszystko ze dwa litry herbaty.
Tak wygląda mój dzień.

Chce mi się krzykliwych kolorów, wysokich dźwięków, kwaśnych smaków i prostych słów. Potrzebuję eonów szczęścia i jeszcze jednego szluga zapalić.

Nic się nie dzieje, chcę oszaleć.
Tagi: !!
25.02.2013 o godz. 13:49
Pierwszy raz od bardzo dawna poczułam poranną euforię wyczekiwania na nadchodzący dzień. Nie pozostaje nic, tylko uznać to za dobry znak. Nadal nie wiem, jak bardzo mogę kochać życie, bo nawet jakoś szczególnie nie Żyję. Ale spokojnie. Czeka mnie droga i muszę się do niej przygotować, muszę mieć siły. Muszę nauczyć się mieć siły i mimo, że w tym momencie tak wiele rzeczy mi się zwyczajnie nie chce, mimo, że tracę obraz sensu, że mi się rozmywa własna osoba... Wierzę, że to pokonam. Że zwalczę. Oby to była prawda.

K znalazł sobie kogoś. Niedobrze mi się robi na myśl o jego głosie gdy mówi do niej, o jego nadgarstku blisko niej. Sratatata. Ale generalnie się cieszę, że nie jest sam. Teraz już wiem, że dobrze się stało. Co do maleńkiego zdarzenia, wszystko potoczyło się tak, jak miało. Teraz to widzę. I chyba więcej zyskałam niż straciłam. Nawet cierpienie się ZYSKUJE. O tak.

Wiem, że bardzo chcę żyć. Chcę dobrze żyć. Dlatego, że kogoś, kogo On docenił, musi na to stać. Wiem, jak wiele potrafię, jeśli tylko znajdę siłę, mogę zdobyć pierdolony szczyt. Mogę. I zrobię to. Dlatego, że oboje staramy się żyć. I dla siebie, ale to muszę dopiero w sobie wypracować.
Tagi: omfg
08.02.2013 o godz. 09:06
Tak bardzo słaba. Drapię się do krwi. Czuję tylko lęk. Paniczny i nieokreślony. Usłyszałam, że zawsze będzie tęsknił. Usłyszałam, że kiedyś wróci, żeby mnie kochać. Nie wiem, czy wtedy będę jeszcze żyła. Może powinni mnie hospitalizować, póki czas.

Bla bla bla bla. Te słowa wszystkie teraz takie puste. Były dla mnie wszystkim.

Chcę tylko zniknąć. Tak bardzo chcę zniknąć. Nienaturalnie wyczulone zmysły, skołowany umysł, jak zalany gęstą, lepką cieczą. Unicestwić wszystko, co kocham. Nie przespać nocy, odbyć niemą karę. Chwycić byle co, namalować nowe blizny. Ludzie chcą ode mnie wykonywania prostych czynności. Ja nie potrafię. Nie jestem w stanie.

Żyć.

Chory lęk
Chory lęk
Tagi: chory lęk
06.01.2013 o godz. 21:14
Nie mogę złapać klimatu.

Miałam ambicję, że poleżę sobie, najem się, a później poczytam. Lecz leżąc odkryłam, że wcale nie jestem głodna, a wręcz jeśli coś zjem, to natychmiast to zwrócę. Włączył mi się tryb umierania z tęsknoty i chociaż próbowałam trzymać myśli w jednym, bezpiecznym torze, uciekały we wszystkie strony. Nawet nie wiedziałam, w którym momencie. Uśpiły mnie dźwięki jakiejś głupiej gierki na facebooku. Sen mi nawet pomógł, ale i tak nie spełniłam mojej ambicji. A teraz już siły nie mam. Jutro w końcu nie jest święto, ale bez różnicy. Chciałabym wejść w nowy rok jak w nowe życie, ale jakie szanse. Może będzie dobrze ze dwa - trzy dni, później mnie posieka chory lęk, jak dzisiaj.

W ogóle mgliście zdaję sobie sprawę z tego, że niewiele na tym rowerze pojeździłam. Nie byłam pewna, czy zrzucać winę na kiepsko napompowane opony, na moją kondycję, czy na mój ogólny stan, jak to pani Basia mówi, psychosomatyczny. No, cokolwiek by nie było, zmęczyłam się za szybko. A później sobie usiadłam na bagażniku i zebrałam odłamki psychiki w całość. Nawet nie zorientowałam się, że minęło jakieś pół godziny, a ja z kapturem na głowie i rękoma w kieszeni cały czas pracuję na swoje zapalenie pęcherza. Zauważyłam, jak mokre kamyczki żwiru odbijają światło latarni, później zauważyłam złudnie wiosenne, ciemniejące niebo. Kiedy zobaczyłam księżyc, to było już dobrze. Nieważne, że niewiele to trwało.

Mam takie prymitywne pragnienie, wziąć i się przytulić, tak wręcz obscenicznie mocno. Jeszcze najlepiej dać się przemacać. Boże kochany.

Chcę nabrać takiego podejścia "na współczesnego rapera" tzn jest źle, będzie gorzej, ale i tak zrobię wszystko, żeby było lepiej.
Trzeba mieć po co żyć.
26.12.2012 o godz. 23:03
Śniło mi się, że pocięłam żyletką twarz jedynej osoby, na której mi zależy. Na śmierć. Kiedy umierał, spytał "dlaczego". A ja trzymałam go za luźny skrawek policzka. A później był martwy i zimny.

Uleciało ciepło istnienia, które tak bardzo chciałabym jeszcze kiedyś poczuć. Fizycznie. Tak bardzo.

Jestem coraz bliżej stwierdzenia, że kocham, ale nie mogę tego z przekonaniem wyznać. Bo to nie może być prawda. To wszystko urojenie.

https://www.youtube.com/watch?v=Uth5OkURS5Q
wstawianie filmów nie działa, ale tam jest Midlake, taki tam rock, indie czy folk...
22.12.2012 o godz. 21:08

Kiedyś pilnowałam porządku. Wszędzie. W głowie, w zeszytach, na blogu. Posty numerowane, w równych odstępach czasu. A, chrzanię to. Artystką jestem. W kryzysie twórczym i egzystencjalnym. A teraz zrobię bajzel notką bez tytułu i opublikowaną prawie bezpośrednio po poprzedniej. Jestem hipsterem, moje wiadro ma wąsy.

Liczę, że ten film nie 'został usunięty'

- nie, żeby to był ten mój jazz, ale próbowałam zarzucić jazzem to mi błędy wyskakiwały.
Tagi: bla bla
19.12.2012 o godz. 14:35
Napiszę coś tam, i tak pewnie nikt nie przeczyta...Tak sobie myślę, że może źle zrobiłam rezygnując z numeracji postów.

Cóż, trochę przeżyłam tę kolejną próbę rozstania, która się zresztą nie powiodła. Nie powiodła się, a zostawiła uszczerbek na zdrowiu psychicznym. Jestem poobijana emocjonalnie, targają mną lęki jakieś, najchętniej nie robiłabym nic, ale to pogarsza sprawę.
Muszę się ruszyć. Postanowiłam, że się ogarnę, żeby to liceum jakoś skończyć, a w międzyczasie jeszcze skołuję sobie jakąś pracę. Świtają mi odległe plany na wakacje w postaci spotkania z K i większej wycieczki rowerowej. Fajnie by było. Tak...

Tymczasem grypa mnie złapała, chyba wysmarkam mózg. Spędzam czas przytulając psa i słuchając jazzu. Fajnie jest, ale będę musiała wziąć się w garść. Mm... Boli mnie łeb.

Ach, święta, święta. Pierogi, makowiec, atmosfera do pokrojenia. Prezenty w używanych torebkach okolicznościowych. Awww.

JOk, chciałam dorzucić muzykę, ale się nie da. Dało się kiedyś, jak wrzucałam takie bardziej współczesne rzeczy, a teraz mam problem. Zresztą, i tak nikt by nie przesłuchał, bo to ani dubstep, ani bieber, ani nickelback. Kto tego słucha.
Adele też nie, chociaż lubię.
Widać chcę trafić do szerokiego grona odbiorców. W głowie mi się kręci bo internet się wiesza i reklamy się zacinają. Nie wiem po co tu piszę. Taka refleksja. Życiowa bardzo. Posłuchajcie sobie jazzu.
19.12.2012 o godz. 14:21
I kolejny początek. Pamiętam, jak w lipcu się żegnaliśmy trzeźwym i pełnym rozpaczy "nie wiem" a po paru dniach było dobrze jak nigdy i wysokim od alkoholu głosem uznaliśmy, że "wracamy". Bo inaczej się nie dało.
Powtórka z rozrywki. Już prawie nas nie było, a teraz znow jest super. Nie wiem, kiedy w pełni do nas dotrze bezsens całego przedsięwzięcia. Może nie dotrze. A może jest sens.

Śniło mi się, że miałam psa. Wielkiego, czarnego i dość porywczego. Z jakiegoś powodu musiałam go porzucić, coś nie pozwalało mi go zatrzymać przy sobie. Kiedy już przyszło mi go zostawić, na pożegnanie pogłaskałam go i przytuliłam. Były dla niego dwie opcje - mógł być mój, albo mógł cierpieć. Nic mu nie obiecałam, ale miałam plan. Wiedziałam, że zrobię wszystko, by go odzyskać. I to był plan zupełnie możliwy do wykonania.

Ach, piesku.
Tagi: pies sen
05.12.2012 o godz. 19:18

A więc to koniec.


Moje ciało
wyszło dziś z duszy.
Drogę znaleźć
powrotną musi.
Tagi: kurwa mać
01.12.2012 o godz. 22:03
Beth
Tak na prawdę
O mnie: Ruda introwertyczka, licealistka, przyszły tłumacz, zainteresowana naturalną pielęgnacją ciała i włosów, ziółkami, herbatkami, olejkami, strukturą słowa pisanego i filozofią. Lubię spacery, sery, brodatych facetów, kolor niebieski, zespół Elbow i święty spokój. Kocham mojego Przyjaciela i mojego Psa i miasto Poznań. W życiu chcę dwóch rzeczy. Miłości i szczęścia.
statystyki
sekcja użytkownika
Zerwę sobie miłość z drzewa -zbuntowana Ewa z chorego ogrodu pod biegunem.