Okej, będę szczera. Nie udało mi się wytrwać w postanowieniu. Kiedy to w czerwcu 2010 postanowiłam przestać melanżować, wrócić do grzeczności, jakoś mi się powiodło. Ale sierpień wszystko zepsuł. Od pierwszego dnia sierpnia wszystko idzie menelsko, alkoholowo, rzygańczo-najebańczo. A właściwie od ostatniego dnia lipca. Nawet ostatnio spotkałam się z S. I całą resztą. I w ogóle. Ciekawe co na to moja ukochana pani wychowawczyni. Niewiele napisałam w te wakacje. No bo przecież to blog o mojej walce z pijacko-ćpuńskim stylem życia. A coś ostatnio tej walki u mnie nie ma :) Chociaż w sumie to nawet nic nie brałam. Hihihi. Mam dość tego bloga.
Tagi:
no coś tu nie pasuje
27.08.2011 o godz. 16:53
komentuj (0)
W końcu zdecydowałam się napisać nowy wpis. Dobra. Ogółem to byłam w Czechach. Spaliśmy w zakurwiście zimnym pokoju i mam dość zimna na następne pół roku. Niestety, idzie jesień, więc będę miała jeszcze bardziej dość. Ciągle gdzieś wychodzę, na jakieś piwo, wino etc. Nie mam na nic czasu. Muszę iść do biblioteki, odnieść "Zemstę" bo mam ją już ponad rok, ale boję się bibliotekarki. Muszę iść zdać mały katechizm żeby dopuścili mnie do bierzmowania, ale nie umiem, więc najpierw muszę się nauczyć. Ja i U musimy zrobić plakat o warstwach roślinności na biologię, bo miałam na to całe wakacje. A U jedzie do Francji, więc dużo czasu nie zostało. Ciekawe czy jest już lista lektur na konkurs.
Tagi:
l
Wróciłam znad morza z nasilonymi zaburzeniami osobowości. Bo komu by nie odbiło przy słuchaniu bezsensownych kłótni dziadków dzień w dzień przez dwa tygodnie? A że mi odbiło już dawno, to teraz jest tylko gorzej. Zaczęłam się jąkać, szczególnie przy "a" (np. A-a-a-a-a c-co u ciebie?) albo samogłoskach w środku wyrazu (np. mane-e-e-ekin). Normalnie wstyd, żeby w wieku sześciu lat nauczyć się w pełni poprawnie mówić a jakieś dziesięć lat później zacząć mieć problemy z wymową.
Dzisiaj chyba będzie gorąco, ale właśnie zaszło słońce i myślę, że może jednak nie będzie tak źle. Nienawidzę jak jest gorąco. Już wolę deszcz. Naprawdę.
Nad morzem kupiłam sześć książek na kiermaszach. Półka cierpi, ale cóż... Do połowy sierpnia będą przeczytane. Chyba muszę zacząć wypożyczać coś z biblioteki.
Dzisiaj chyba będzie gorąco, ale właśnie zaszło słońce i myślę, że może jednak nie będzie tak źle. Nienawidzę jak jest gorąco. Już wolę deszcz. Naprawdę.
Nad morzem kupiłam sześć książek na kiermaszach. Półka cierpi, ale cóż... Do połowy sierpnia będą przeczytane. Chyba muszę zacząć wypożyczać coś z biblioteki.
Tagi:
no tak.
Aktualnie mam napad chcicy na pisanie głupiego opowiadania o kolesiówie która kocha alkoholika. Jest głupie, szczególnie te sceny przesycone przesadnym napięciem w stylu "ChcęCięPocałowaćAleChybaNieWypadaPrawda?" swoją drogą przeżywam to samo.
Mam do przeczytania jeszcze jakieś 600 stron "Tego" (mam na myśli "To" Stephena Kinga)(No tak, przeczytałam już połowę książki, zostało 600 stron) i nawet mnie TO ciekawi, ale całymi dniami piszę to gówniane opowiadanie. "-Wiesz, boję się, że jeszcze bardziej się nakurwię - powiedział"
Koniec roku w porządku, wystąpiłam w części artystycznej jako artystka (o ironio) i wszyscy się śmiali jak wyszłam na środek w podartych spodniach, roboczej koszuli i turbanie odbierając świadectwo. Ale za to przedstawienie się udało. Wychowawczyni mnie uwielbia. A miałam się powiesić. Za to mam 180 polskich złotych stypendium. Jak dobroczynny balsam dla mojego konta w PKO.
I najgorsza wiadomość od czasów, gdy na składzie apteki zabrakło acodinu.
ZGUBIŁAM MP3. Moje życie straciło sens, chyba jednak się powieszę.
Mam do przeczytania jeszcze jakieś 600 stron "Tego" (mam na myśli "To" Stephena Kinga)(No tak, przeczytałam już połowę książki, zostało 600 stron) i nawet mnie TO ciekawi, ale całymi dniami piszę to gówniane opowiadanie. "-Wiesz, boję się, że jeszcze bardziej się nakurwię - powiedział"
Koniec roku w porządku, wystąpiłam w części artystycznej jako artystka (o ironio) i wszyscy się śmiali jak wyszłam na środek w podartych spodniach, roboczej koszuli i turbanie odbierając świadectwo. Ale za to przedstawienie się udało. Wychowawczyni mnie uwielbia. A miałam się powiesić. Za to mam 180 polskich złotych stypendium. Jak dobroczynny balsam dla mojego konta w PKO.
I najgorsza wiadomość od czasów, gdy na składzie apteki zabrakło acodinu.
ZGUBIŁAM MP3. Moje życie straciło sens, chyba jednak się powieszę.
Co za fantazyjny numer notki.
Więc tak: Cholernie mi nie odpowiada fakt, że tuż przed końcem roku szkolnego trzeba się najwięcej uczyć, podczas gdy "taka piękna pogoda". Co prawda najchętniej nie ruszałabym się z domu w te kurewskie upały, ale rozradowani ludzie w krótkich spodenkach i okularach przeciwsłonecznych doprowadzają mnie do chęci na wyjście. Mimo upału.
Moje oceny na koniec roku zapowiadają się nieomal zadowalająco. Tylko dzisiaj załatwiłam sobie 3 z w-f, zapominając skarpet. Na czwartek muszę wykuć fizykę, "cały przerobiony dotychczas materiał". Nie wiem, jak mi się to powiedzie.
W niedzielę do północy wymieniałam wykładzinę, później wyłączyli prąd i zanim zrobiłam zadania z prawdopodobieństwa przy świetle latarki i umyłam się zimną wodą, była już prawie czwarta. Wtedy to pod moim blokiem ustawił się generator prądu i zaczął wyjątkowo głośno wytwarzać prąd dla zakładu karnego. Wspaniale. Kiedy się wyniósł, wróble wypełniły mój pokój swoim zakurwiście głośnym świergotem, a mucha zaczęła siadać mi na usta. Ble. O ósmej według planu miałam w-f, ale postanowiłam się wyspać i przybyłam dopiero na 4. lekcję.
W poniedziałek wróciłam z budy około szóstej, bo próby przedstawienia na zakończenie roku i kółko wyrównawcze z chemii, (na które czekałam u K w domu, co źle zniosłam psychicznie) zajęły sporo czasu. Czytam "Ostre Przedmioty" Gillian Flynn. Dość kontrowersyjne, ale mi się podoba. Tylko nie lubię tej Camille. Kojarzy mi się z U. Chyba nie jestem w stanie polubić kogoś, kto przypomina mi U i nie jest U. Nie mam pojęcia, dlaczego ja i U się lubimy. Mniejsza o to.
Wyszłam z kryzysu twórczego. Mam dwa nowe wiersze. Wymiatam. Ale poza tym jest źle. Psychicznie do dupy.
Ta solówka jest niesamowita...
Więc tak: Cholernie mi nie odpowiada fakt, że tuż przed końcem roku szkolnego trzeba się najwięcej uczyć, podczas gdy "taka piękna pogoda". Co prawda najchętniej nie ruszałabym się z domu w te kurewskie upały, ale rozradowani ludzie w krótkich spodenkach i okularach przeciwsłonecznych doprowadzają mnie do chęci na wyjście. Mimo upału.
Moje oceny na koniec roku zapowiadają się nieomal zadowalająco. Tylko dzisiaj załatwiłam sobie 3 z w-f, zapominając skarpet. Na czwartek muszę wykuć fizykę, "cały przerobiony dotychczas materiał". Nie wiem, jak mi się to powiedzie.
W niedzielę do północy wymieniałam wykładzinę, później wyłączyli prąd i zanim zrobiłam zadania z prawdopodobieństwa przy świetle latarki i umyłam się zimną wodą, była już prawie czwarta. Wtedy to pod moim blokiem ustawił się generator prądu i zaczął wyjątkowo głośno wytwarzać prąd dla zakładu karnego. Wspaniale. Kiedy się wyniósł, wróble wypełniły mój pokój swoim zakurwiście głośnym świergotem, a mucha zaczęła siadać mi na usta. Ble. O ósmej według planu miałam w-f, ale postanowiłam się wyspać i przybyłam dopiero na 4. lekcję.
W poniedziałek wróciłam z budy około szóstej, bo próby przedstawienia na zakończenie roku i kółko wyrównawcze z chemii, (na które czekałam u K w domu, co źle zniosłam psychicznie) zajęły sporo czasu. Czytam "Ostre Przedmioty" Gillian Flynn. Dość kontrowersyjne, ale mi się podoba. Tylko nie lubię tej Camille. Kojarzy mi się z U. Chyba nie jestem w stanie polubić kogoś, kto przypomina mi U i nie jest U. Nie mam pojęcia, dlaczego ja i U się lubimy. Mniejsza o to.
Wyszłam z kryzysu twórczego. Mam dwa nowe wiersze. Wymiatam. Ale poza tym jest źle. Psychicznie do dupy.
Ta solówka jest niesamowita...
Tagi:
tag
Zaczął się ten okres, w którym po wyjściu na balkon w mojej głowie zapala się lampka z napisem "Nie ruszaj dupy z chaty między 11 a 16, jeśli chcesz uniknąć udaru"
Już prawie zapomniałam, jak bardzo nie lubię upałów.
Tak, 25 stopni to dla mnie kurewski upał. Po spędzeniu trzech minut na dworze, upałdam na ryj i mam "iksy" zamiast oczu jak bohaterowie tandetnej kreskówki.
Aby przetrwać lato muszę wyposażyć się w kilka(naście) książek, żeby mieć co robić kryjąc się przed pieprzonymi promieniami UV.
A tak poza tym, właśnie wkuwam 13 zdań po niemiecku, zadanie karne od wrednej germanistki, która wie o świecie tyle, co 10-latek mający ojca z Niemiec. Germanistka ma grzywkę, którą co jakiś czas zaczesuje dłonią do tyłu w taki sposób, że włosy stają niczym róg jednorożca, okulary typu Harry Potter, spódnice wyglądające jak dolna część habitu z gumą od gaci wszytą w pasie i irytująco wymowny wyraz twarzy. Nie żebym się uważała za mniej irytującą od niej.
Już prawie zapomniałam, jak bardzo nie lubię upałów.
Tak, 25 stopni to dla mnie kurewski upał. Po spędzeniu trzech minut na dworze, upałdam na ryj i mam "iksy" zamiast oczu jak bohaterowie tandetnej kreskówki.
Aby przetrwać lato muszę wyposażyć się w kilka(naście) książek, żeby mieć co robić kryjąc się przed pieprzonymi promieniami UV.
A tak poza tym, właśnie wkuwam 13 zdań po niemiecku, zadanie karne od wrednej germanistki, która wie o świecie tyle, co 10-latek mający ojca z Niemiec. Germanistka ma grzywkę, którą co jakiś czas zaczesuje dłonią do tyłu w taki sposób, że włosy stają niczym róg jednorożca, okulary typu Harry Potter, spódnice wyglądające jak dolna część habitu z gumą od gaci wszytą w pasie i irytująco wymowny wyraz twarzy. Nie żebym się uważała za mniej irytującą od niej.
Mam pytanie do wszystkich pieprzonych nastolatek takich jak ja z zajebistym thunderstormem hormonów i okresu dojrzewania: Czy wasi rodzice też traktują was jak debilki?
-Czasami jesteś zgorzkniała (nie chciałam iść do wuja)
-Przejawiasz brak wychowania (powiedziałam, że mówi się jest napisane, a nie pisze)
-Obniż to (trzymałam patelnię za wysoko podczas wlewania ciasta na naleśniki)
-Możesz to przesunąć (szklanka stała na stole)
-Lepiej idź pojeździć na rowerze (uczyłam się)
-Lepiej się poucz (jeździłam na rowerze)
-Znowu marudzisz (umierałam na napadowy ból brzucha)
-Zachowujesz się jak dziecko (stwierdziłam, że mam dużo zadane)
I tak mam czasem ochotę uderzyć kogoś, jak mi prosto w twarz mówi, że mam dziwny charakter, bo to do kurwy nędzy przyjemne nie jest, jak ci własna matka oznajmia, że cię nie trawi. Poszli do tego pieprzonego wuja i niech lepiej tam już zostaną bo chyba z nimi ocipieje.
Może to zbyt piękna notka nie jest, ale musiałam się wyładować.
-Czasami jesteś zgorzkniała (nie chciałam iść do wuja)
-Przejawiasz brak wychowania (powiedziałam, że mówi się jest napisane, a nie pisze)
-Obniż to (trzymałam patelnię za wysoko podczas wlewania ciasta na naleśniki)
-Możesz to przesunąć (szklanka stała na stole)
-Lepiej idź pojeździć na rowerze (uczyłam się)
-Lepiej się poucz (jeździłam na rowerze)
-Znowu marudzisz (umierałam na napadowy ból brzucha)
-Zachowujesz się jak dziecko (stwierdziłam, że mam dużo zadane)
I tak mam czasem ochotę uderzyć kogoś, jak mi prosto w twarz mówi, że mam dziwny charakter, bo to do kurwy nędzy przyjemne nie jest, jak ci własna matka oznajmia, że cię nie trawi. Poszli do tego pieprzonego wuja i niech lepiej tam już zostaną bo chyba z nimi ocipieje.
Może to zbyt piękna notka nie jest, ale musiałam się wyładować.
Tagi:
:/
Czwartek spędzony bardzo emocjonująco nad książkami(matmagegra), za to wczoraj do nocy poza domem. Oczywiście piesza rundka wokół naszej wspaniałej mieściny, razem z U, jak zwykle przedawkowałyśmy śmiech. Na koniec spotkałyśmy K (jak to fajnie że wypiłeś dzisiaj tyle samo piw ile spaliłeś papierosów i że niedługo przyjdzie ci wskoczyć do wygodnej trumny ale i tak Ruski są gorsi od Niemców)
Dzisiaj się nie ruszam z domu bo mam smalec we włosach. Kocham jak się przetłuszczają, to jest takie sexy i tak fajnie swędzi. A przecież ostatnio je myłam 30 kwietnia. E... No trochę dawno. Ale z drugiej strony jak je umyję to będą zajmowały pięć razy więcej miejsca a zanim wyschną minie z 8 godzin co najmniej. Kocham moją czuprynę.
Kocham w ogóle życie za to że jest takie rozjebane jak pani on informatyki co to ostatnio zapomniała że ma lekcje i nie przyszła. Ale za to doszła do wniosku, że drzewostan brzmi jak Kazachstan.
Jak dobrze pójdzie to nie zrobimy projektu bo nikomu się nie chce ankiet analizować, a spotykać się to już w ogóle. N wbija lvl, KJ jeździ do szpitala, U ogląda YCD, L ogląda Dr.House'a albo Pamiętniki Wampirów, a ja mam dylemat czy umyć włosy. Wybitna motywacja do pracy.
Dzisiaj się nie ruszam z domu bo mam smalec we włosach. Kocham jak się przetłuszczają, to jest takie sexy i tak fajnie swędzi. A przecież ostatnio je myłam 30 kwietnia. E... No trochę dawno. Ale z drugiej strony jak je umyję to będą zajmowały pięć razy więcej miejsca a zanim wyschną minie z 8 godzin co najmniej. Kocham moją czuprynę.
Kocham w ogóle życie za to że jest takie rozjebane jak pani on informatyki co to ostatnio zapomniała że ma lekcje i nie przyszła. Ale za to doszła do wniosku, że drzewostan brzmi jak Kazachstan.
Jak dobrze pójdzie to nie zrobimy projektu bo nikomu się nie chce ankiet analizować, a spotykać się to już w ogóle. N wbija lvl, KJ jeździ do szpitala, U ogląda YCD, L ogląda Dr.House'a albo Pamiętniki Wampirów, a ja mam dylemat czy umyć włosy. Wybitna motywacja do pracy.
Pi razy drzwi wszystko w porządku, chociaż suma sumarum to może jednak nie tak do końca. Konkretniej: zbliża się koniec roku szkolnego, proponowane oceny już za 2 tygodnie i jestem powiedzmy usatysfakcjonowana. Tylko "powiedzmy" dlatego, że moja ambicja jest niezaspokojona i nieokiełznana, ale próbuję kazać jej siedzieć cicho. Wal się ambicjo. Dzisiaj do jedenastej wieczór i jutro przed lekcjami muszę zakuć kwasy, zasady i sole + zacząć zakuwać wszelkie informacje dotyczące azji na geo. Cały czas motywuję się tym, że to już końcówka i nie mogę jej spieprzyć.
Tylko że nie chce mi się chudnąć, a przydałoby się mojej ciut za dużej pupie zrzucić chociażby te 4kg. Tymczasem impreza za imprezą goni imprezę i jak tu nie jeść (ImieninyŚwiętaMajówkaUrodziny)
W majówkę się przeziębiłam, smarkam kaszlę i ledwo żyję, ale do szkoły trzeba zapieprzać w ten mróz, -2 stopnie Celsjusza w maju. Klawo. A w wiadomościach podają, że panda zjadła pawia, same anomalie na tym świecie.
Dobra, kończę, bo mam zamiar zdążyć się nauczyć.
Żegnam :D
Tylko że nie chce mi się chudnąć, a przydałoby się mojej ciut za dużej pupie zrzucić chociażby te 4kg. Tymczasem impreza za imprezą goni imprezę i jak tu nie jeść (ImieninyŚwiętaMajówkaUrodziny)
W majówkę się przeziębiłam, smarkam kaszlę i ledwo żyję, ale do szkoły trzeba zapieprzać w ten mróz, -2 stopnie Celsjusza w maju. Klawo. A w wiadomościach podają, że panda zjadła pawia, same anomalie na tym świecie.
Dobra, kończę, bo mam zamiar zdążyć się nauczyć.
Żegnam :D
Tagi:
klawo
Zakochałam się. Tak, miłość to czasami tak piękne uczucie, aczkolwiek jeszcze nie doświadczyłam tego, jaka miłość może być piękna. Irytuje mnie fakt, że on jest pojebanym ćpunem wyglądającym jak świnia z ryjem kota-albinosa. Kocham skurwiela.
No, ale wreszcie po świętach. Wreszcie. Mam dosyć. Szczególnie przybywania u babci. Przebywanie u babci załamuje, tam wszyscy są jakby cofnięci w rozwoju. Zachowują się, jakby im się wszelkie życiowe doświadczenia wykasowały z pamięci. Zawsze niestosownie do sytuacji, matko jedyna. Dostałam bluzkę. Wiem, że liczy się gest, ale o tak brzydkiej bluzce nawet nie śniłam!
Za to śniło mi się o byłym chłopaku S, że się naćpał i ukradł mi komórkę jak oglądaliśmy mecz Legii z Lechem. I jeszcze o Nergalu. Ale to może pominę.
No, ale wreszcie po świętach. Wreszcie. Mam dosyć. Szczególnie przybywania u babci. Przebywanie u babci załamuje, tam wszyscy są jakby cofnięci w rozwoju. Zachowują się, jakby im się wszelkie życiowe doświadczenia wykasowały z pamięci. Zawsze niestosownie do sytuacji, matko jedyna. Dostałam bluzkę. Wiem, że liczy się gest, ale o tak brzydkiej bluzce nawet nie śniłam!
Za to śniło mi się o byłym chłopaku S, że się naćpał i ukradł mi komórkę jak oglądaliśmy mecz Legii z Lechem. I jeszcze o Nergalu. Ale to może pominę.
Ja i U to jednak jest to. Z nikim innym tyle nie wytrzymuję. Ta, jak spotykam się ze znajomymi to tylko patrzę jak się tu do domciu wyrwać, wskoczyć pod kołderkę i pożreć kolejny kryminał albo horror w nieprzyzwoicie krótkim czasie, czytając aż do oczopląsu. Wlewając do siebie dowolny rodzaj herbaty. Bez herbaty nie da rady.
Poza U nie ma nikogo, kto mnie rzadko kiedy irytuje. Próbowałam wycieczek rowerowych z B, zatrzymałyśmy się nad stawem w lecie, a ona wyjeżdża z tekstem "Ale ładny widok... Spierdalaj łabędziu, ty chuju!" Trzymam dystans, chcę być miłą koleżanką.
Tak z innej beczki, pozbyłam się sentymentu do S. Przełamałam się i przybyłam na koncert jej ulubionego zespołu, gdzie schlano-zjarano-naćpani skakali i darli mordy, niewtajemniczeni w ten gatunek muzyczny siedzieli w wymownym milczeniu a cała reszta udawała schlano-zjarano-naćpanych. S wygląda jak siedem nieszczęść, przytyła, wyliniała i nosi ciasnawą kurteczkę z ekoskóry. Spotkałam M jak wychodził z łazienki świeżo po wciągnięciu ściechy jakiegoś ścierwa i był z siebie dumny, że pamięta, jak mam na imię. Stanęłam za blisko głośników i perkusja dała popalić moim kosteczkom słuchowym i całej reszcie. Ogólnie spoko. Fajnie że już się nie kumpluję z tą zrytą ekipą.
Poza tym, nic mi się nie chce. Dosłownie nic. Chciałam trochę schudnąć, żeby nie było wstydu przy wychodzeniu na plażę, ale to się chyba nie powiedzie, bo mam stany depresyjne i myśli samobójcze wręcz. Ale będzie dobrze.
Poza U nie ma nikogo, kto mnie rzadko kiedy irytuje. Próbowałam wycieczek rowerowych z B, zatrzymałyśmy się nad stawem w lecie, a ona wyjeżdża z tekstem "Ale ładny widok... Spierdalaj łabędziu, ty chuju!" Trzymam dystans, chcę być miłą koleżanką.
Tak z innej beczki, pozbyłam się sentymentu do S. Przełamałam się i przybyłam na koncert jej ulubionego zespołu, gdzie schlano-zjarano-naćpani skakali i darli mordy, niewtajemniczeni w ten gatunek muzyczny siedzieli w wymownym milczeniu a cała reszta udawała schlano-zjarano-naćpanych. S wygląda jak siedem nieszczęść, przytyła, wyliniała i nosi ciasnawą kurteczkę z ekoskóry. Spotkałam M jak wychodził z łazienki świeżo po wciągnięciu ściechy jakiegoś ścierwa i był z siebie dumny, że pamięta, jak mam na imię. Stanęłam za blisko głośników i perkusja dała popalić moim kosteczkom słuchowym i całej reszcie. Ogólnie spoko. Fajnie że już się nie kumpluję z tą zrytą ekipą.
Poza tym, nic mi się nie chce. Dosłownie nic. Chciałam trochę schudnąć, żeby nie było wstydu przy wychodzeniu na plażę, ale to się chyba nie powiedzie, bo mam stany depresyjne i myśli samobójcze wręcz. Ale będzie dobrze.
Tagi:
hehe
Dzisiaj nie wyszłam z domu ze względu na to, że przed jedenastą umyłam włosy i do teraz nie wyschły.
Siedząc w domu zarejestrowałam, że z nudów robię screeny "wizualizacji" w Windows Media Player i zapisuję je w folderze "Moje Obrazy" pod nazwami "a1", "a2", "a3" itd.
Kiedy stwierdziłam, że to bez sensu, zaczęłam rysować. Spontanicznie stworzyłam dzieło pt. "The man with the duck in his hand"

oraz wersja podrasowana przez programy graficzne:

Siedząc w domu zarejestrowałam, że z nudów robię screeny "wizualizacji" w Windows Media Player i zapisuję je w folderze "Moje Obrazy" pod nazwami "a1", "a2", "a3" itd.
Kiedy stwierdziłam, że to bez sensu, zaczęłam rysować. Spontanicznie stworzyłam dzieło pt. "The man with the duck in his hand"

oraz wersja podrasowana przez programy graficzne:

Tagi:
moje dzieło
Ostatnio prawie codziennie wychodzę na spacery. Na spacery z koleżankami, kumpelami, przyjaciółkami czy kto tam akurat ma czas. Nie chce mi się (!) czytać, pisać etc., wolę wyjść i zmęczyć nogi. Skąd ta nagła zmiana?
Sama się sobie dziwię. Dotychczas wyjście niedoszkoły ani nienapiwo nie miało większego sensu. Teraz jest zupełnie inaczej. Niewiarygodne, ale ciągnie mnie na dwór. Chyba to wszystko przez słońce.
Chcę już wakacje mówiąc szczerze. W sumie, gdyby teraz nagle skończyć rok szkolny to byłabym usatysfakcjonowana. Nie mam namieszane w ocenach, nic fajnego już się chyba nie szykuje, a pojechałabym z chęcią pod namioty czy coś :D Tylko muszę skończyć projekt gimnazjalny, a to dopiero po egzaminach. Przeprowadzamy ankiety wśród II klas gim. Mamy wkurzającą opiekunkę, która za bardzo się wtrąca, a poza tym, wszystko idzie świetnie.
Dzisiaj nie wybrałam się do szkoły bo bolała mnie głowa, a tak serio to mi się po prostu nie chciało. Muszę przestać spać z pluszakiem to może będzie mi się lepiej wstawało :D
Sama się sobie dziwię. Dotychczas wyjście niedoszkoły ani nienapiwo nie miało większego sensu. Teraz jest zupełnie inaczej. Niewiarygodne, ale ciągnie mnie na dwór. Chyba to wszystko przez słońce.
Chcę już wakacje mówiąc szczerze. W sumie, gdyby teraz nagle skończyć rok szkolny to byłabym usatysfakcjonowana. Nie mam namieszane w ocenach, nic fajnego już się chyba nie szykuje, a pojechałabym z chęcią pod namioty czy coś :D Tylko muszę skończyć projekt gimnazjalny, a to dopiero po egzaminach. Przeprowadzamy ankiety wśród II klas gim. Mamy wkurzającą opiekunkę, która za bardzo się wtrąca, a poza tym, wszystko idzie świetnie.
Dzisiaj nie wybrałam się do szkoły bo bolała mnie głowa, a tak serio to mi się po prostu nie chciało. Muszę przestać spać z pluszakiem to może będzie mi się lepiej wstawało :D
Jak już pisałam, U ma problemy. Przychodzi do szkoły i od rana oznajmia "Jaki ja mam dzisiaj zejbany humor". Zwierzyła się N. Więc U zwierzyła się obłudnej suce a przede mną nie umie się otworzyć. Nie ukrywam, że to mnie nie dowartościowuje. Poza tym, od kilku dni z U nie da się pogadać. Gadam z innymi, L i KJ, niby niczego mi nie brakuje, ale jak widzę U śmiejącą się na cały regulator z czegoś, co powiedziała N bez świadomości, że to zabawne, to wydaje mi się, że jednak coś nie pasuje. Kurwa ale walnęłam zdanie przecinkowe!
B ma jakieś schizy, wydaje jej się, że ma nawiedzony dom, ze jest głupia, że kocha "teg w swetrku" z kabaretu Łowcy.b, pisze "nieuwieżysz" "końcie" i "niemasz", tęskni za mną, sory, ale bez wzajemności. Mam dosyć zaangażowania emocjonalnego. Nadal mi nie przeszło po S. Ludzie są ohydni. Cóż, może S zepsuła moją umiejętność doświadczenia tęsknoty i przywiązania?
A ja siedzę w domu, czytam romansidła przeplatane z kryminałami i trochę piszę. Prozę. Dawno nic nie zrymowałam.
Postanowiłam, że nie idę na humana. "Co autor miał na myśli" i "Jak interpretujesz świńską racicę wystającą z kieszeni postaci na obrazie" to nie dla mnie. Poradziłabym sobie na mat-fiz (fizyca nawet na olimpiadę chce mnie wysłać) ale dajcie żyć, ja chcę być pisarką! Stara mówi, że widzi mnie jako dziennikarkę, stary na to - "Dziennikarze nie mają przyszłości!"
Pójdę do ogólniaka i niech się walą. Zdam maturę z rozszerzonym angielskim i zostanę sprzedawczynią w sklepie PSS. Buhaha. A potem wyjadę za granicę i wydam naszą nową epopeję w chuj narodową, dostanę nobla i tkliwego maila od polonistki.
B ma jakieś schizy, wydaje jej się, że ma nawiedzony dom, ze jest głupia, że kocha "teg w swetrku" z kabaretu Łowcy.b, pisze "nieuwieżysz" "końcie" i "niemasz", tęskni za mną, sory, ale bez wzajemności. Mam dosyć zaangażowania emocjonalnego. Nadal mi nie przeszło po S. Ludzie są ohydni. Cóż, może S zepsuła moją umiejętność doświadczenia tęsknoty i przywiązania?
A ja siedzę w domu, czytam romansidła przeplatane z kryminałami i trochę piszę. Prozę. Dawno nic nie zrymowałam.
Postanowiłam, że nie idę na humana. "Co autor miał na myśli" i "Jak interpretujesz świńską racicę wystającą z kieszeni postaci na obrazie" to nie dla mnie. Poradziłabym sobie na mat-fiz (fizyca nawet na olimpiadę chce mnie wysłać) ale dajcie żyć, ja chcę być pisarką! Stara mówi, że widzi mnie jako dziennikarkę, stary na to - "Dziennikarze nie mają przyszłości!"
Pójdę do ogólniaka i niech się walą. Zdam maturę z rozszerzonym angielskim i zostanę sprzedawczynią w sklepie PSS. Buhaha. A potem wyjadę za granicę i wydam naszą nową epopeję w chuj narodową, dostanę nobla i tkliwego maila od polonistki.
Tagi:
ta
To jest jedyny pieprzony dzień w roku, kiedy nikt mi nie mówi, ile mam jeść. I myślcie co chcecie, ale ja dzisiaj spożywam cukier bez ograniczeń :D To raczej nie dobrze, ale mam gdzieś, szczególnie, że mam jakiś taki przesłodzony nastrój.
U ma problemy, nie chce mi o nich powiedzieć, ale jakoś to po mnie spływa. Na obiad był rosół, nawet mi smakował, chociaż tak nie lubię... Dobrze mi poszła kartkówka z fizy, a jutro wypadają trzy lekcje i idę na 10.40. Jest tak fajnie, że chyba aż za :D
To pewnie przyszło spontanicznie po dniu wczorajszym, kiedy to musiałam się nałykać antydepresantów, bo dopadła mnie kurwica :D złamałam łyżeczkę (!) a ojcu wcisnęłam twarz w talerz, kiedy jadł. Efekt był taki, że dostałam opierdol. Do nocy oglądałam jakieś stare odcinki dr House'a na płytach.
Za pół godzinki idę do babci na pączki. Już i tak przedawkowałam endorfiny, ryj mi się śmieje niekontrolowanie :D Z resztą widać po ilości wesołych minek :D
:D
:D
Haha. Ja to mam z głową.
U ma problemy, nie chce mi o nich powiedzieć, ale jakoś to po mnie spływa. Na obiad był rosół, nawet mi smakował, chociaż tak nie lubię... Dobrze mi poszła kartkówka z fizy, a jutro wypadają trzy lekcje i idę na 10.40. Jest tak fajnie, że chyba aż za :D
To pewnie przyszło spontanicznie po dniu wczorajszym, kiedy to musiałam się nałykać antydepresantów, bo dopadła mnie kurwica :D złamałam łyżeczkę (!) a ojcu wcisnęłam twarz w talerz, kiedy jadł. Efekt był taki, że dostałam opierdol. Do nocy oglądałam jakieś stare odcinki dr House'a na płytach.
Za pół godzinki idę do babci na pączki. Już i tak przedawkowałam endorfiny, ryj mi się śmieje niekontrolowanie :D Z resztą widać po ilości wesołych minek :D
:D
:D
Haha. Ja to mam z głową.
Tagi:
:))
Jak w tytule. Oficjalnie się teraz uczę.
Ostatnio nic nie robię tylko piszę cholerną powieść o dziewczynie z domu dziecka (oczywiście nie zapomniałam wewalić wątku romantycznego, jak ja nienawidzę moich wątków romantycznych)
Nawet mi się wierszy nie chce pisać, ani czytać książek. Tego to bym się nie spodziewała.
Ostatnio też zdarzyło mi się się nawalić, a następnego dnia wypić kilka kaw i tigera. No tak, co w rodzinie to nie zginie, a przyzwyczajenia robią swoje. Ale ogółem jest spoko, myślę optymistycznie jak na mnie i jakoś idzie.
Dobra to tyle. No.
Ostatnio nic nie robię tylko piszę cholerną powieść o dziewczynie z domu dziecka (oczywiście nie zapomniałam wewalić wątku romantycznego, jak ja nienawidzę moich wątków romantycznych)
Nawet mi się wierszy nie chce pisać, ani czytać książek. Tego to bym się nie spodziewała.
Ostatnio też zdarzyło mi się się nawalić, a następnego dnia wypić kilka kaw i tigera. No tak, co w rodzinie to nie zginie, a przyzwyczajenia robią swoje. Ale ogółem jest spoko, myślę optymistycznie jak na mnie i jakoś idzie.
Dobra to tyle. No.
Tagi:
jak w tytule
Próbowałam napisać notkę już parę razy (11 dni temu, tydzień temu, 4 dni temu) ale chyba byłam zbyt szczęśliwa żeby ułożyć sensownie brzmiący wpis. No... nie ma co, zły humor dobrze wpływa na pisanie.
Wczoraj byłam na imieninach "kolegi" brata franciszkanina, ogółem spoko gościu. Po tej bibie tak mnie brzuch bolał, że zaprawdę pół nocy nie spałam, później śniły mi się obrzydliwe krwawe sceny z moimi najbliższymi w roli głównej. Nawet teraz jak przypomnę sobie te sny to wzdrygam się, a moje oczy zaczynają niekontrolowanie łzawić. Nigdy więcej nie pójdę do franciszkanów!
Dzisiaj się zajmuję przeglądaniem demotywatorów (dawno tego nie robiłam ;p) i właściwie niczym więcej. Tak jakby czytam "Mroczny Zakątek" autorstwa Gillian Flynn i mi się podoba, ale mam takiego lenia... i mam nadzieję, że będę miała mniej makabryczne sny niż ostatnio. O ile w ogóle pójdę spać, bo mam takiego lenia, że mi się nie chce. W dodatku znowu boli mnie brzuch.
Piszę z B o przyszłości, o naszym niby że wspólnym mieszkaniu razem z U nie wyobrażam sobie - B:świrnięta, pierdoląca system, trochę pozerująca, szalona fanka Green Day, która chciałaby być pankówą, ale w głębi duszy wie, że nie przetrwa bez ciepłego domu, jedzonka i ozdób na szybie w święta; U: mało ambitna dziewczyna z chronicznym brakiem wiary w siebie, twierdzi, że nie umie się przebić w towarzystwie a tak na prawdę wszyscy ją lubią, a ona świetnie się z nimi dogaduje nawet o tym nie wiedząc i w końcu ja: wredna, zarozumiała i twierdząca, że nikt z otaczających ją ludzi nie jest godzien jej szacunku, ma myśli samobójcze przeplatane z uwielbieniem dla życia. Czy to się uda? Wątpię.
Wczoraj byłam na imieninach "kolegi" brata franciszkanina, ogółem spoko gościu. Po tej bibie tak mnie brzuch bolał, że zaprawdę pół nocy nie spałam, później śniły mi się obrzydliwe krwawe sceny z moimi najbliższymi w roli głównej. Nawet teraz jak przypomnę sobie te sny to wzdrygam się, a moje oczy zaczynają niekontrolowanie łzawić. Nigdy więcej nie pójdę do franciszkanów!
Dzisiaj się zajmuję przeglądaniem demotywatorów (dawno tego nie robiłam ;p) i właściwie niczym więcej. Tak jakby czytam "Mroczny Zakątek" autorstwa Gillian Flynn i mi się podoba, ale mam takiego lenia... i mam nadzieję, że będę miała mniej makabryczne sny niż ostatnio. O ile w ogóle pójdę spać, bo mam takiego lenia, że mi się nie chce. W dodatku znowu boli mnie brzuch.
Piszę z B o przyszłości, o naszym niby że wspólnym mieszkaniu razem z U nie wyobrażam sobie - B:świrnięta, pierdoląca system, trochę pozerująca, szalona fanka Green Day, która chciałaby być pankówą, ale w głębi duszy wie, że nie przetrwa bez ciepłego domu, jedzonka i ozdób na szybie w święta; U: mało ambitna dziewczyna z chronicznym brakiem wiary w siebie, twierdzi, że nie umie się przebić w towarzystwie a tak na prawdę wszyscy ją lubią, a ona świetnie się z nimi dogaduje nawet o tym nie wiedząc i w końcu ja: wredna, zarozumiała i twierdząca, że nikt z otaczających ją ludzi nie jest godzien jej szacunku, ma myśli samobójcze przeplatane z uwielbieniem dla życia. Czy to się uda? Wątpię.
Tagi:
ta notka jest bez sensu
Kiedy ja i U przechadzamy się ciemną ulicą a właściwie chodnikiem między blokami, za nami niespodziewanie pojawia się S ze swoją nową koleżanką, co to właściwie nie taka nowa, bo jeszcze w czasach podstawówki do jednej klasy chodziły. S zawsze twierdziła, że "(...)widziałaś ją? Co za pierdolona kurwa, pewnie dupy daje." Teraz idąc za nami wykrzykują w niebogłosy przeróżne piękne wiązanki wyzwisk tudzież gróźb w naszym kierunku.
Przesuper przemega ćpuno-pijuso-menelo-zdemoralizowana-młodzieży!
Pokłony ku wam, żeście taką inteligencją pałacie, że tych, co porzucili wasze drogi prowadzące do niechybnego zżulowacenia, od pierdolonych suk wyzywacie i w mordę dać chcecie. Zauważyć chcę też, że wasze umiejętności w doborze słów są zaiste wspaniałe, że docieracie niepostrzeżeni do najskrytszych zakątków podświadomości, gdzie czeka na was moje zdanie: Idźcie wy się amfy nawciągać, bo się wyście już do niczego innego nie nadajecie.
Droga cała reszto młodzieży.
Wiedzcie wy, że ćpanie narkotyków bądź innych kurestw nie jest bynajmniej odpowiednia w żadnej sytuacji. I wiedzcie wy, że to w cale nie jest nic z rzeczy zaliczających się do rubryki "fajne" lub też "chcę".
Tak więc... $%^&*, zrozumcie, że niećpanie to nie jest %^&* zbrodnia.
Przesuper przemega ćpuno-pijuso-menelo-zdemoralizowana-młodzieży!
Pokłony ku wam, żeście taką inteligencją pałacie, że tych, co porzucili wasze drogi prowadzące do niechybnego zżulowacenia, od pierdolonych suk wyzywacie i w mordę dać chcecie. Zauważyć chcę też, że wasze umiejętności w doborze słów są zaiste wspaniałe, że docieracie niepostrzeżeni do najskrytszych zakątków podświadomości, gdzie czeka na was moje zdanie: Idźcie wy się amfy nawciągać, bo się wyście już do niczego innego nie nadajecie.
Droga cała reszto młodzieży.
Wiedzcie wy, że ćpanie narkotyków bądź innych kurestw nie jest bynajmniej odpowiednia w żadnej sytuacji. I wiedzcie wy, że to w cale nie jest nic z rzeczy zaliczających się do rubryki "fajne" lub też "chcę".
Tak więc... $%^&*, zrozumcie, że niećpanie to nie jest %^&* zbrodnia.
Cholerne ferie.
Od dłuższego czasu nie napisałam nic porządnego. Jakoś tak siadam z kartką i wychodzi mi bełkot kinderlekomanki. Poniekąd wszystko co piszę w jakimś sensie jest bełkotem kinderlekomanki.
Zaczęły się te "cholerne ferie", młodzież wychodzi na ulice, spaceruje, strzela sobie sweet focie na tle kosza na śmieci, pali jointy, etc.
Czuję potrzebę bycia jak oni. Też jestem młodzież. Ale ja się kurwa nie mogę wbić w to towarzystwo "uhahaha jestem sweet a ten tamto a tamten to!" A wiem, że towarzystwo od jointów to przeszłość i muszę się od niego trzymać z daleka. I wiem, że jakoś nie ma innego towarzystwa, a nawet gdyby było, to byłoby czymś pomiędzy (sweetaśne jointy?) a ja jestem całkiem spoza.
No cóż, niektórym rodzice psują życie, niektórym choroba psuje życie, a ja swoje życie zepsułam sama rozwalając swoją osobowość bez skrupułów.
Na prawdę czytasz bełkot kinderlekomanki?
Chorej na łep?
uep?
óep?
Ale z Ciebie kiep!
Zaprawdę chyba jestem chora na coś, co przychodzi falami i czasami się objawia, a czasami nie.
Cały styczeń był jakiś taki nieunormowany, coś czuję, że luty będzie taki sam. Swoją drogą, niedługo rocznica. Przepiękna rocznica pierwszego zaćpania.
Teraz spróbuję coś napisać na ten temat, jak mi się nie uda to zwariuję. Ja na prawdę mogę zwariować przez niedobór pisania! Jestem uzależniona (lepiej od pisania niż od tabletek, prawda?)
Pozdro dla mojego wyimaginowanego przyjaciela, bez niego już dawno wpadłabym w ciąg. Dzięki za wszystko, Kris.
Od dłuższego czasu nie napisałam nic porządnego. Jakoś tak siadam z kartką i wychodzi mi bełkot kinderlekomanki. Poniekąd wszystko co piszę w jakimś sensie jest bełkotem kinderlekomanki.
Zaczęły się te "cholerne ferie", młodzież wychodzi na ulice, spaceruje, strzela sobie sweet focie na tle kosza na śmieci, pali jointy, etc.
Czuję potrzebę bycia jak oni. Też jestem młodzież. Ale ja się kurwa nie mogę wbić w to towarzystwo "uhahaha jestem sweet a ten tamto a tamten to!" A wiem, że towarzystwo od jointów to przeszłość i muszę się od niego trzymać z daleka. I wiem, że jakoś nie ma innego towarzystwa, a nawet gdyby było, to byłoby czymś pomiędzy (sweetaśne jointy?) a ja jestem całkiem spoza.
No cóż, niektórym rodzice psują życie, niektórym choroba psuje życie, a ja swoje życie zepsułam sama rozwalając swoją osobowość bez skrupułów.
Na prawdę czytasz bełkot kinderlekomanki?
Chorej na łep?
uep?
óep?
Ale z Ciebie kiep!
Zaprawdę chyba jestem chora na coś, co przychodzi falami i czasami się objawia, a czasami nie.
Cały styczeń był jakiś taki nieunormowany, coś czuję, że luty będzie taki sam. Swoją drogą, niedługo rocznica. Przepiękna rocznica pierwszego zaćpania.
Teraz spróbuję coś napisać na ten temat, jak mi się nie uda to zwariuję. Ja na prawdę mogę zwariować przez niedobór pisania! Jestem uzależniona (lepiej od pisania niż od tabletek, prawda?)
Pozdro dla mojego wyimaginowanego przyjaciela, bez niego już dawno wpadłabym w ciąg. Dzięki za wszystko, Kris.
jestem.
Przychodzę do szkoły i widzę tych wszystkich ludzi. Widzę tych, których znam tylko z widzenia i nie mam ochoty ich bliżej poznawać. Widzę tych, których znam osobiście, wśród których są mniej i bardziej mi bliskie osoby. Ale tak na prawdę nikt nie jest mi bliski. Nikt nie wie, co myślę o kimkolwiek, czymkolwiek, co odczuwam wobec opuszczonych dzieci, wobec cierpienia ludzi katowanych podczas II wojny światowej, wobec starego dziadka cierpiącego na parkinsona, który patrzy z okna na parterze. Nikt nie wie, czy lubię tego, czy tamtego, czy może on mnie wkurza, a ona jeszcze bardziej. Nie czuję potrzeby mówienia im o czymkolwiek co dotyczy tej nienamacalnej części mnie. A wręcz nie chcę im o tym mówić. Przecież i tak nikt nie jest tak na prawdę w stanie zrozumieć. Mogłabym do każdego wypowiedzianego słowa dodać coś jeszcze, aby stało się dwa razy dłuższe, żebym otworzyła się na innych. Ale nie chcę. I czuję, że każdy się ode mnie oddala. Chociaż ostatnio dużo rozmawiam z L. Tak, z tą L, którą parę lat temu zbyłam na rzecz U. Później była S i B, ale nic z tego nie wynikło, bo teraz zbyłam je wszystkie na rzecz chłodnego ale sympatycznego kontaktu z wszystkimi na raz. Tak jest dobrze? Chyba. Ale jeszcze do końca się nie przyzwyczaiłam, chociaż odpowiada mi bezustanne przebywanie za mentalną mleczną szybą.
Co wy o mnie wiecie?
Przychodzę do szkoły i widzę tych wszystkich ludzi. Widzę tych, których znam tylko z widzenia i nie mam ochoty ich bliżej poznawać. Widzę tych, których znam osobiście, wśród których są mniej i bardziej mi bliskie osoby. Ale tak na prawdę nikt nie jest mi bliski. Nikt nie wie, co myślę o kimkolwiek, czymkolwiek, co odczuwam wobec opuszczonych dzieci, wobec cierpienia ludzi katowanych podczas II wojny światowej, wobec starego dziadka cierpiącego na parkinsona, który patrzy z okna na parterze. Nikt nie wie, czy lubię tego, czy tamtego, czy może on mnie wkurza, a ona jeszcze bardziej. Nie czuję potrzeby mówienia im o czymkolwiek co dotyczy tej nienamacalnej części mnie. A wręcz nie chcę im o tym mówić. Przecież i tak nikt nie jest tak na prawdę w stanie zrozumieć. Mogłabym do każdego wypowiedzianego słowa dodać coś jeszcze, aby stało się dwa razy dłuższe, żebym otworzyła się na innych. Ale nie chcę. I czuję, że każdy się ode mnie oddala. Chociaż ostatnio dużo rozmawiam z L. Tak, z tą L, którą parę lat temu zbyłam na rzecz U. Później była S i B, ale nic z tego nie wynikło, bo teraz zbyłam je wszystkie na rzecz chłodnego ale sympatycznego kontaktu z wszystkimi na raz. Tak jest dobrze? Chyba. Ale jeszcze do końca się nie przyzwyczaiłam, chociaż odpowiada mi bezustanne przebywanie za mentalną mleczną szybą.
Co wy o mnie wiecie?
Tagi:
autopsychoanaliza


